Zapiski z daleka (6)

W ramach dywersyfikacji portfolio spekulacyjnego Chester/Czesław zainwestował w wizytówkę. Była to jedna z tych wielu jego inwestycji o których nie do końca wiedział czy są krótko- czy długoterminowe. Mogło to też mieć jakiś związek z ruchem wskazówek zegara, ale nie musiało.

Dość na tym, że gość, z którym tym razem zamknął deal , wywiązał się z warunków umowy. Zwykle kroił Chestera/Czesława na nielegalnym jednorękim bandycie na zapleczu sklepu, ale Chester/Czesław miał rację, że przymykał na to oko bo w końcu na wizytówce pod wdzięcznym logo z kulą ziemską stanęło jak byk: Chester International Company Ltd., President and CEO. Chester Int'l Ltd. zajmowała się dystrybucją wholesale kaset różnych takich Heino po festiwalach dla alte Kameraden w New Jersey. Wynajmowała gustowne biuro na środkowym Manhattanie z ekskluzywnym widokiem na chodnik. Jak na typowego zaharowanego biznesmena przystało, Chester/Czesław sypiał oczywiście w biurze i była to rozsądna decyzja. Główną atrakcją biura, zapewne w celu łagodzenia napięcia dziennych negocjacji, było rzężenie Frau za ścianą. Płynne poruszanie się w niuansach rynku ułatwiał fakt, że Chester/Czesław był poliglotą, dlatego wszyscy doskonale go rozumieli: kiedy Murzynka opiekująca się Frau przychodziła upomnieć się o pieniądze za rent, Chester/Czesław mówił jej kulturalnie, dajmy na to po polsku, żeby spier.......ła. Zawsze działało. Taki miał już po prostu wrodzony talent do międzynarodowych negocjacji.

Will/Wojtek miał za to rękę do fuch i dlatego pracował dla Chestera/Czesława. Na przykład jednemu księdzu spod Rzezawy, temu co teraz siedział na placówce misyjnej w Pensylwanii, to co tydzień woził takiego portoryka żeby się trochę otrzaskał z wielkim światem a nie siedział wiecznie w tych swoich slumsach. Ksiądz go charytatywnie ewangelizował, cierpliwie tłumaczył, że do wanny nie wchodzi się w butach z całą resztą podobnych gadżetów a młody wyraźnie zaczynał już łapać, że można żyć całkiem inaczej, wystarczy mieć tylko trochę oleju w głowie. Teraz lecieli interstatem 95 i Will/Wojtek klął na czym świat stoi, chociaż to nie on tylko Chester/Czesław cierpiał na zaawansowaną koprolalię. Jechało od niego nieprzespaną nocą, burbonem za ćwierć dolka, papierochami i tą samą tanią prostytutką, która raz mu już podprowadziła portfel jak dosłownie tylko na sekundę się zdrzemnął ale widać niczego go to nie nauczyło. Negocjowali podwyżkę dla Willa/Wojtka bo jeżeli chodzi o zyski samego Chestera/Czesława z firmy, to dzięki genialnemu montażowi finansowemu pensję Presidenta and CEO Chester Int'l Ltd. fundował bezpośrednio rząd Republiki Federalnej Niemiec w ramach zryczałtowanej pomocy dla uchodźców z bloku wschodniego.

Pomimo oczywistych sukcesów negocjacyjnych , z promocją direct w terenie Chester/Czesław nie za bardzo sobie radził i wyraźnie pozostawał w tyle za konkurencją. Za sprawą typowo słowiańskiego wyglądu, za który powinien chyba podziękować mamusi skoro tak już regularnie do niej wydzwaniał, dojcze brali go za Turka i szerokim łukiem omijali jego stoisko. Nie pomagała mu nawet free sheet music razem z kasetą.

Oprócz wizytówki Chester/Czesław miał jeszcze marzenie. Wszystkie pieniądze, jakie wisiał Frau inwestował w siebie, a konkretnie w lekcje śpiewu u różnych wybitnych specjalistów z Metropolitan Opera, którzy tak sobie chałturzyli w ramach zadziwiająco płynnych godzin pracy. Ale że jak już wiemy do biznesu Chester/Czesław nie miał specjalnie głowy, to mimo że inwestował w siebie latami i był już prawie nie do odróżnienia od Sherrilla Milnesa, zaproszenie od producentów jak nie przychodziło tak nie przychodziło.

Will/Wojtek też miał chyba jakieś marzenie, bo z tą taksówką to najwyraźniej minął się z powołaniem. Za to z tonfą wyprawiał takie cuda, że rumuńskie gimnastyczki z szarfą mogłyby już spokojnie wyluzować.

Nad interstatem 95 wstawał nowy, inny dzień.

Jozef Kapustka
Trwa ładowanie komentarzy...