Zapiski z daleka (5)

*

Z Principessą umówiłem się na Schodach Hiszpańskich koło łódeczki, dokładnie w miejscu w którym przesiadywał Toto. Principessa nie wiedziała kim był Toto, ale nie o to chodzi. Pisała doktorat z jakiejś bardzo skomplikowanej tematyki w nikomu nie znanej dziedzinie, do tego cały po włosku, a ja odkąd zdiagnozowałem sam siebie jako kallipygofila lubiłem po prostu gapić się na pośladki Principessy. Cycki też miała całkiem niezłe.

Principessa z natury była cholernie małomówna. Jakbym jej kupił dajmy na to ciastko, to by siedziała i grzebała w tym ciastku bite półtorej godziny bez jednego słowa. Swoją drogą znaleźć temat, który zająłby Principessę to tak jak znaleźć igłę w stogu siana. Nie żeby się niczym nie interesowała, wręcz przeciwnie, wiedziała dokładnie wszystko o wszystkim. Podejrzewam, że jakbym odkrył Amerykę to wiedziałaby o tym wcześniej ode mnie.

Opowiedziałem jej o Toto, musiałem przecież sam o czymś gadać bo Principessa była zajęta dłubaniem paznokciem w talerzyku Capodimonte i równoczesną, wnikliwą obserwacją tłumu na Via dei Condotti. No a co można było powiedzieć o Toto, chyba tylko tyle, że nie pamiętał skąd się wziął w Rzymie, w ogóle niczego nie pamiętał. Mnie też nie pamiętał, ani jak rozmawialiśmy o wiosennym słońcu, najnowszej modzie sezonu 1933/4 i czymś tam jeszcze.

Wiedziałem, że Principessa żałowała , że w ogóle przyszła.

Jozef Kapustka
Trwa ładowanie komentarzy...