O autorze
Jozef Kapustka o muzyce poważnej i nie tylko.

Jozef Kapustka, pianista, jest absolwentem nowojorskiej The Juilliard School i londyńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej. W 2013 nakładem wytwórni DUX z Warszawy ukazała się jego płyta "Improvisations with Bashir", a w lecie 2015 opiniotwórczy brytyjski portal "Culture Trip" umieścił nowy cykl improwizacji fortepianowych Kapustki na liście najlepszych propozycji sezonu muzyki poważnej w Londynie. W 1997 wystąpił w nowojorskiej Carnegie Hall. W 2010 nominowany (wraz z Brigitte Faure) do prestiżowej francuskiej nagrody teatralnej Molières za oprawę muzyczną do sztuki Virginii Lemoine "Une Diva à Sarcelles". Mieszka w Paryżu. Więcej na stronie jozefkapustka.net.

Zapiski z daleka (4)

Pan Wacek był szychą starej daty, taką prawdziwą.

Wszyscy wiedzieli, że landlord powierzył mu skrajnie odpowiedzialne zadanie wystawiania i wciągania kubłów ze śmieciami i jeszcze mu za to płacił. A jak nie wiedzieli, to i tak się dowiadywali. Nawet Anglicy docenili w końcu jego kwalifikacje zawodowe i zaproponowali mu pracę w jednej z największych, najbardziej prestiżowych spalarni śmieci w całym Londynie. Zaufali mu do tego stopnia, że pan Wacek używał własnego obuwia, własnych rękawic i własnej odzieży ochronnej, które sam sobie kupił.

Jak bardzo pan Wacek był postacią wybitną w swoim środowisku niech świadczy fakt, że panowie Janusz i Zdzisiek, którzy mieli zaszczyt dzielić z nim basement flat, nie odważyliby się nawet półgębkiem czegoś powiedzieć o wiecznym smrodzie pana Wacka, mimo że był tak potężny że aż budził ich w nocy. Nie było to specjalnie praktyczne, bo nigdy nie pili razem. Pan Wacek wracał o świcie, kiedy panowie Janusz i Zdzisiek jak raz wychodzili. Rano pruli przed siebie żwawo, rytmicznie, żeby nie powiedzieć radośnie, no zupełnie jakby się urwali z jakiejś kompanii reprezentacyjnej, a wieczorem - wtedy pan Wacek jadł śniadanie - trochę tak bardziej wyglądało to już fristajlowo. Wiadomo o co chodzi.

Kiedy huragan zerwał dach, zawaliło się pół piętra i policja w środku nocy wystawiła wszystkich na ulicę z zakazem powrotu, pan Wacek bardzo to przeżył. Nie pozbierał się już. Ktoś go widział, jak spał na przystanku, ktoś inny na chodniku przed dworcem Victoria. Tam go pobili tylko nie wiadomo czy udający Włochów Albańczycy czy Pakistańczycy i z Anglikami też mu się od tego momentu przestało jakby układać. Podziękowali za współpracę górnolotnymi frazesami i zapewnili o swoim nieutulonym żalu.

Jakiś czas potem "Evening Standard" donosił: "Body of Polish man found dumped at west London rubbish depot".

Jozef Kapustka
Trwa ładowanie komentarzy...