Zapiski z daleka (1)

"Koniec, k...a, koniec ze spacerkami, z trzymaniem się za rączki, k....a, koniec, mówię" - wyrzucił z siebie na dzień dobry Łopata.

Była 9 rano i pozostawało to w ścisłym związku z ogólnym wzburzeniem Łopaty. Zaproponowałem mu kilka szybkich bombek w barze przy wejściu do metra Jussieu. Zaczął nawijać. W miarę jak opróżniał kolejne bombki, jego historia nabierała kształtów aż wreszcie stała się całkiem przejrzysta i zrozumiała.

Logement Łopaty stanowiło osiem metrów kwadratowych bez okien, bo i tak nie było na co patrzeć. Któregoś dnia wyjął kilka dachówek i wstawił tam szybę, żeby widzieć niebo. W środku wszystko było pokryte kilkumilimetrową warstwą kurzu, jakby Łopata w ogóle tam nie chodził ani niczego nie dotykał, tylko unosił się w powietrzu.

Nie zająknął się jednym słowem na temat gorącego uczucia, jakie dawno temu połączyło go na krótko z panią Wiesławą, gardienne d'immeuble, a o którym i tak wszyscy wiedzieli , bo trudno było nie zauważyć jak nagle pani Wiesława odmłodniała o jakieś 20 lat.

Ta kobieta o gołębim sercu miała hopla na punkcie porzuconych złotych rybek, złote rybki były wszędzie, w szklankach, w słoikach, znosili jej te rybki z całej Ile-de-France chyba. Jedna zupełnie zdechła pływała nawet w kiblu, nijak nie udawało się jej spuścić z wodą, zapewne za cudownym zrządzeniem pęcherza pławnego. A do Łopaty przyplątała się na wpół oswojona lisica i coś sobie do tych rybek ubzdurała. Wyczułem, ze była przyczyną dla której Łopata całkowicie pani Wiesławie obmierzł. Spytałem tylko, czy próbował mediacji ks. Waldemara, tego od problemów małżeńskich, oczywiście było to bardzo głupie pytanie, bo tak jakbym nie wiedział, że mieli ze sobą na pieńku odkąd ks. Waldemar zapłacił Łopacie kilkoma paczkami przedatowanego jogurtu za podpięcie sieci elektrycznej do słupa w jakimś ośrodku dla bezdomnych. .

Nie spotkałem już więcej Łopaty. Pani Wiesława gdzieś wyjechała. Nie wiem co się stało z rybkami. Lisicę zastrzelili myśliwi.




Jozef Kapustka
Trwa ładowanie komentarzy...